Strona główna

Aktualności

Hala targowa Świętochłowice.

Kolejna inicjatywa RAŚ zakończona sukcesem! Tym razem koła Świętochłowice.  20 listopada 2015 w południe przy budynku dawnej świętochłowickiej Hali targowej, w której od lutego do kwietnia 1945 roku więziono Górnoślązaków aresztowanych przez UB, odbyła się uroczystość odsłonięcia pamiątkowego obelisku. Hala Targowa w Świętochłowicach jest miejscem, przy którym corocznie zatrzymuje się Marsz pamięci ofiar obozu Zgoda. Po długoletnich staraniach podczas przyszłorocznego Marszu będziemy mogli złożyć kwiaty w pod obeliskiem.

hala targowa Mercik

hala targowa obelisk2

hala targowa obelisk

Fot. A. Sędzielewski

Odsłonięcie Obelisku Pamięci w Świętochłowicach

W piątek 20 listopada około godziny 11:00 nastąpi długo oczekiwane odsłonięcie kamienia pamięci ofiar obozu przejściowego w Świętochłowicach w tzw. Hali Targowej przy ul. Katowickiej 31. Hala Targowa jest miejscem, nieopodal którego corocznie zatrzymują się uczestnicy Marszu Pamięci Ofiar Obozu Zgoda, aby uczcić pamięć Górnoślązaków tam zamordowanych. Dotychczas spotykaliśmy się przy klombie, gdzie składaliśmy kwiaty. Teraz będziemy mogli z należnym honorem czcić pamięć ofiar Tragedii Górnośląskiej 1945.Ruch Autonomii Śląska od ponad pięciu lat starał się, aby w tej okolicy powstało miejsce upamiętniające ofiary tamtych dni. Teraz dzięki życzliwości radnych i władz miasta Świętochłowice, po blisko 5 latach starań możemy pochwalić się zakończeniem rozpoczętej przez nas inicjatywy. Cieszymy się, że udało się ukończyć prace jeszcze w roku Pamięci o Tragedii Górnośląskiej 1945.

Na zakończenie krótki rys historyczny tego miejsca. W końcu lutego i na początku marca 1945 r. miejsce to stało się więzieniem dla kilkudziesięciu Górnoślązaków aresztowanych przez funkcjonariuszy UB. Z relacji ocalonych wynika, że przetrzymywano ich w Hali Targowej około dwóch miesięcy, a strażnikami dowodził okryty złą sławą komendant obozu na Zgodzie – Salomon Morel. Więźniowie byli bici i głodzeni, a część z nich torturowano w ubikacjach łaźni miejskiej, usytuowanej w podziemiach Hali Targowej. Według zebranych dotąd przez katowicki IPN informacji zginęło wtedy ponad dwadzieścia osób, a resztę zaprowadzono pieszo lub przewieziono tramwajami do obozu Zgoda.

 

Pogrzeb z cierniową koroną.

Wojciech Korfanty, największy zwolennik polskiego Śląska, odchodził z tego świata opuszczony i osamotniony. Co ciekawe, władze sanacyjne uznały go za największego wroga Polski! Nie brakuje hipotez, że kazały go otruć.

Długoletni konflikt pomiędzy Wojciechem Korfantym (1873-1939), który urodził się w osadzie Sadzawka, obecnie Siemianowice Śląskie, a Michałem Kurzydło – vel Kazimierz Borelowski – vel Michał Grażyński (1890-1965), który urodził się w Gdowie koło Wieliczki w Małopolsce, ciągnął się już od czasów trzeciego powstania śląskiego. Ta żałosna rywalizacja wynikła z różnorakich wizji polityczno-gospodarczych dotyczących obszaru plebiscytowego przyznanego Polsce, wygórowanych ambicji oraz osobistych animozji obu polityków, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło do tułaczki i śmierci Wojciecha Korfantego. Podczas ceremonii pogrzebowych na trumnie Korfantego ułożona była korona z cierni, która symbolizować miała jego pełną cierpień i przeciwności drogę ku lepszej przyszłości ludu śląskiego.

Korfanty w opozycji

W dniach 12-15 maja 1926 roku naczelnik państwa polskiego marszałek Józef Piłsudski dokonał w Warszawie zamachu stanu, dzięki czemu władzę objęli ściśli współpracownicy i poplecznicy marszałka, wprowadzając w Polsce tzw. sanację (sanatio znaczy uzdrowienie). Po tych wydarzeniach Wojciech Korfanty przeszedł do opozycji, ponieważ on i wielu innych nie potrafiło pogodzić się z siłowym przejęciem władzy w demokratycznie zarządzanym państwie. Wkrótce na wniosek prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, pana Ignacego Mościckiego (1867-1946, prezydent 1926-1939), pomimo ostrego sprzeciwu Korfantego na funkcję wojewody śląskiego z dniem 28 sierpnia 1926 roku mianowany został Michał Grażyński.

Od pierwszych dni urzędowania nowy wojewoda rozpętał wielką nienawistną batalię przeciwko Korfantemu, co między innymi ułatwić mu miało wprowadzenie swych autokratycznych rządów na polskim Górnym Śląsku. Ekspansywny kurs narzucanej przez Warszawę wszechwładzy w stosunku do autochtonów całkowicie odmieniła poglądy Wojciecha Korfantego na nową rzeczywistość. Zarzucał sanacyjnemu rządowi złe prowadzenie polityki wobec Ślązaków, krytykował represyjny stosunek władz polskich do mniejszości niemieckiej i faworyzowanie przybyszów z obcych województw w obejmowaniu kluczowych stanowisk w gospodarce, administracji i oświacie.

Gorzkie wspomnienia

Za te jawnie formułowane i głoszone nieprawidłowości władzy, jako posła postawiono Korfantego przed sądem marszałkowskim. Rozgoryczony takim obrotem sprawy Korfanty po latach wspominał: „Po przejęciu Śląska nie brakło takich, którzy chcieli zmienić całą administrację w przemyśle, ponieważ była niemiecka. Kandydatów na dyrektorów było bez liku. Za jedyną zasługę i rekomendację wystarczał fakt, że urodzili się Polakami. Wiem, że sobie narobiłem wrogów z tych zawiedzionych kandydatów na dyrektorów, co napływali z całej Polski, Rosji, Austrii i Bóg wie, skąd. Świadomie łgano, przedstawiając mnie jako najbogatszego człowieka w Polsce, który zarobił miliony.

Z bezczelnością rozszerzano wiadomości na łamach pism, że jestem właścicielem fortun, że zakupiłem w Poznańskim majątek, że nabyłem w Krakowie Grand Hotel, że posiadam w Zakopanem kilkanaście wilii, że mam jakieś pałace w Szwajcarii, a w bankach zagranicznych miliony dolarów. Przez blisko rok oczerniano mnie jako złodzieja i oszusta podatkowego. W sanacyjnych pismach nakładano mi już kajdanki, osadzano w więzieniu, donoszono o mej ucieczce za granicę. Wszystko to było oszczerstwem. Nie okazała się Polska taka, o jakiej marzyliśmy, ale nie ustawajmy w pracy i poświęceniu, aby z niej zrobić Polskę godną naszych marzeń. Muszę wyznać szczerze, że o innej Polsce wolnej i niepodległej śniłem. Ani na chwilę nie przypuszczałem, że taki mnie spotka w niej los.”

Śląsk bez Sejmu.

Niespodziewanie 12 lutego 1929 roku wojewoda Grażyński rozwiązał Sejm Śląski. Nastąpiły ataki sanacji na autonomię, prasę opozycyjną poddawano ścisłej cenzurze i często konfiskowano. Już oficjalnie mówiło się o likwidacji autonomii i włączeniu województwa śląskiego do województwa krakowskiego. Na polskim Górnym Śląsku nastał ponad roczny okres bez konstytucyjnej działalności Sejmu. Dopiero 27 lutego 1930 roku Prezydium Sejmu RP zarządziło wybory do Sejmu Śląskiego, rozpisując je na 11 maja 1930 roku. Kiedy po nich okazało się, że na 48 nowych posłów śląskich aż 38 jest przeciw rządom sanacji i wojewodzie Grażyńskiemu, po czterech miesiącach (25 września 1930 roku) i ten sejm został rozwiązany.

Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem tej decyzji, 26 września 1930 roku, Wojciech Korfanty wraz z innymi posłami został uwięziony i deportowany do twierdzy w Brześciu. W kwietniu 1935 roku Wojciech Korfanty zagrożony procesami i ponownym aresztowaniem emigrował do Czechosłowacji i zamieszkał w Pradze. Polska zawłaszczyła wszystko, co pod jego przewodnictwem zostało wywalczone i okupione krwią tysięcy Ślązaków. Teraz stał się już niepotrzebny, zaś państwo polskie stało się jego nieprzejednanym wrogiem. Na Górnym Śląsku również nie było dla niego miejsca, gdyż w razie pojawienia się we własnym domu zostałby natychmiast uwięziony.

Tragiczne lata

Niezwykle tragiczny dla Korfantego był rok 1938, kiedy to najpierw zmarła jego teściowa, potem jego zięć, a po nim jego ukochany syn Witold (1910-1938). Na żaden z pogrzebów tak bliskich mu osób nie mógł przyjechać. Kiedy w marcu 1939 roku oddziały Wehrmachtu zajęły Czechosłowację, wyemigrował do Francji. Stamtąd po blisko czteroletnim pobycie na obczyźnie, z paszportem na nazwisko Albert Martin, przybył 28 kwietnia 1939 roku do swojej willi w Katowicach przy ulicy Powstańców 41. Nazajutrz (była to sobota) rano dobrowolnie zgłosił się do katowickiej prokuratury, skąd został wypuszczony i udał się do domu. Nieoczekiwanie tego samego dnia o 4.30 po południu, nawiasem mówiąc, w czasie powitalnego obiadu w gronie bliskich i przyjaciół, został aresztowany i wywieziony samochodem do warszawskiego więzienia przy ulicy Dzielnej.

Z obawy o jego los zarząd główny Stronnictwa Pracy wydał w połowie maja 1939 roku specjalną broszurkę poświęconą sprawie Korfantego, jednak cały nakład skonfiskowany został przez Komisariat Rządu na miasto Warszawa. Po niespełna trzech miesiącach pobytu w celi więziennej Wojciech Korfanty bardzo podupadł na zdrowiu. Wkrótce jego stan ogólny tak się pogorszył, że 20 lipca został przewieziony z więzienia do szpitala św. Józefa przy ulicy Hożej. 11 sierpnia przeszedł operację wątroby, po której w czwartek 17 sierpnia 1939 roku o godzinie 4 nad ranem zmarł. Dziwnym zrządzeniem Opatrzności odszedł dokładnie w dwudziestą rocznicę wybuchu pierwszego powstania śląskiego. Jego śmierć wzbudziła wiele niejasności i już wtedy coraz głośniej mówiono o podtruwaniu Korfantego przez służby więzienne na polecenie polskich władz.

Otruty arszenikiem?

Hipotezę tę potwierdził dr płk Bolesław Szarecki, który w zaprotokołowanych zeznaniach złożonych w 1940 roku przed komisją polskiego rządu emigracyjnego w Londynie oświadczył: „Kiedy Korfanty wchodził do więzienia, był zdrów, w pełni sił i zapału do pracy […] Korfanty poddany został operacji, w trakcie której stwierdzono objawy zatrucia arszenikiem. W kilka dni później już nie żył. Korfanty został w więzieniu zabity. Otruto go wyziewami arszeniku, którym wysmarowane były ściany celi więziennej.” Jeszcze w dniu śmierci zwłoki Wojciecha Korfantego z kaplicy szpitalnej przetransportowano do kościoła Świętego Zbawiciela w Warszawie, gdzie w piątek rano 18 sierpnia odbyły się ceremonie żałobne.

Świątynię otoczyły i wypełniły tłumy ludzi oraz liczne delegacje stowarzyszeń i organizacji z pocztami sztandarowymi. Uroczystą mszę żałobną celebrował proboszcz parafii pw. Świętego Zbawiciela ksiądz prałat Marceli Nowakowski (1882-1941?), który dwa dni wcześniej udzielił Korfantemu ostatniego namaszczenia, zaś pożegnalną homilię wygłosił ksiądz prałat Werbowski. Po nabożeństwie trumnę umieszczono w samochodzie i dalszą eksportację zwłok celebrował ksiądz biskup Józef Gawlina (1892-1964). Zebrane przed kościołem na placu Zbawiciela tłumy w milczeniu oddały hołd zmarłemu. W tym samym dniu trumnę ze zwłokami przywieziono do Katowic.

Pogrzeb bez wojewody

Manifestacyjny pogrzeb Wojciecha Korfantego odbył się w niedzielę 20 sierpnia 1939 roku w Katowicach. W domu żałobnym przy ulicy Powstańców 41 ponad 150 delegacji różnych organizacji i stowarzyszeń złożyło wieńce. O godzinie 4 po południu na pożegnanie śląskiego męża stanu zabrzmiały dzwony wszystkich kościołów w mieście i pochyliło się nad trumną 400 sztandarów. Kondukt prowadziło dwóch biskupów i około 200 księży, za trumną zaś maszerowały tysięczne tłumy Ślązaków i przeciwników sanacji. Kilkukilometrowa trasa prowadziła z domu Korfantego na cmentarz przy ulicy Francuskiej. Trumnę na swych barkach nieśli kolejno przedstawiciele stowarzyszenia Sokół, powstańcy, górnicy i rolnicy w strojach regionalnych.

Główne uroczystości żałobne odbyły się w kościele pw. śś. Piotra i Pawła, gdzie ordynariusz biskup Stanisław Adamski wygłosił podniosłe kazanie apelując, by nad trumną bohatera narodowego ucichły wszelkie waśnie rodaków. Apelu nie usłyszał niestety wojewoda śląski Michał Grażyński, który tego dnia wyjechał na wypoczynek w Beskidy, manifestując w ten małostkowy sposób swą arogancję i antypatię do zmarłego syna śląskiej ziemi – nawet w takiej chwili. Zakazał też uczestniczenia w pogrzebie wszystkim podległym mu pracownikom urzędu wojewódzkiego. Tych, którzy mieli odwagę iść w kondukcie, nazajutrz zwolniono z pracy. Zakaz udziału w pogrzebie otrzymali też wszyscy żołnierze garnizonu katowickiego, czego nie ulękła się grupa oficerów z pułkownikiem Józefem Gizą (1887-1965), dowódcą Górnośląskiej Brygady Obrony Narodowej.

Nagrobek z inskrypcją

Na trumnie Wojciecha Korfantego ułożono koronę z cierni, która symbolizować miała jego pełną cierpień i przeciwności drogę ku lepszej przyszłości ludu śląskiego. W testamencie podyktowanym tuż przed śmiercią Wojciech Korfanty po raz ostatni zwrócił się do swych rodaków słowami: „Wypowiadam gorącą prośbę do ludu śląskiego, by pozostał wierny zasadom chrześcijańskim i przywiązaniu do Polski, by nie ustawał w pracy i poświęceniu, aby z Polski zrobić taką Polskę, jaka jest godna naszych marzeń.” Wojciech Korfanty spoczął na cmentarzu w Katowicach przy ulicy Francuskiej. W rodzinnym grobowcu wraz z nim pochowani są też jego syn Witold (1910-1938) oraz żona Elżbieta (1882-1966). Na pomniku widnieje inskrypcja: Wojciech Korfanty, 20.IV.1873-17.VIII.1939, zasłużonemu synowi ziemi śląskiej społeczeństwo. 1947.

66 lat – w takim wieku umierał Wojciech Korfanty. Gdy zabierano go do więzienia, był w pełni sił, bardzo podupadł na zdrowiu w ciągu niespełna trzech miesięcy pobytu w celi. Zmarł 17 sierpnia po operacji wątroby, którą przeszedł sześć dni wcześniej.

Artykuł w całości skopiowany z link

www.nowiny.rybnik.pl

Pamięci pomordowanych.

W piątek 20 listopada około godziny 11:00 nastąpi długo oczekiwane odsłonięcie kamienia pamięci ofiar obozu przejściowego w Świętochłowicach w tzw. Hali Targowej przy ul. Katowickiej 31. Hala Targowa jest miejscem, nieopodal którego corocznie zatrzymują się uczestnicy Marszu Pamięci Ofiar Obozu Zgoda, aby uczcić pamięć Górnoślązaków tam zamordowanych. Dotychczas spotykaliśmy się przy klombie, gdzie składaliśmy kwiaty. Dziś będziemy mogli z należnym honorem czcić pamięć ofiar Tragedii Górnośląskiej 1945.
obelisk

Ruch Autonomii Śląska od ponad pięciu lat starał się, aby w tej okolicy powstało miejsce upamiętniające ofiary tamtych dni. Dziś, dzięki życzliwości radnych i władz miasta Świętochłowice, po blisko 5 latach starań możemy pochwalić się zakończeniem rozpoczętej przez nas inicjatywy. Cieszymy się, że udało się ukończyć prace jeszcze w roku Pamięci o Tragedii Górnośląskiej 1945.

Na zakończenie krótki rys historyczny tego miejsca. W końcu lutego i na początku marca 1945 r. miejsce to stało się więzieniem dla kilkudziesięciu Górnoślązaków aresztowanych przez funkcjonariuszy UB. Z relacji ocalonych wynika, że przetrzymywano ich w Hali Targowej około dwóch miesięcy, a strażnikami dowodził okryty złą sławą komendant obozu na Zgodzie – Salomon Morel. Więźniowie byli bici i głodzeni, a część z nich torturowano w ubikacjach łaźni miejskiej, usytuowanej w podziemiach Hali Targowej. Według zebranych dotąd przez katowicki IPN informacji zginęło wtedy ponad dwadzieścia osób, a resztę zaprowadzono pieszo lub przewieziono tramwajami do obozu Zgoda

 

Dołącz do nas na Facebooku