Konstanty Wolny patronem chorzowskiej szkoły numer 15

Dzięki staraniom chorzowskiego Radnego Ruchu Autonomii Śląska Krzysztofa Szulca szkoła numer 15 decyzją Rady Miasta będzie miała nowego patrona . Konstanty Wolny bo o nim mowa był twórcą statutu organicznego dla autonomicznego województwa śląskiego. Wielkim obrońcą śląskiej autonomii i niezależności.

Konstanty Wolny

Memoriał G. Cieślika wyniki

Dzieci z rocznika 2002 zagrały dla śp. Gerarda Cieślika.

W hali widowiskowo-sportowej MORiS w Chorzowie odbył się w niedzielę II Memoriał im. Gerarda Cieślika „Winbud Cup 2016”. W turnieju wzięło udział osiem zespołów z rocznika 2002, w tym dwie reprezentacje UKS Ruch Chorzów, a także Akademia Piłkarska Ruchu Chorzów.

Na trybunach zasiadło sporo widzów, a wśród nich m.in. syn legendarnego chorzowskiego piłkarza Jan Cieślik, działacze Śląskiego Związku Piłki Nożnej oraz byli reprezentanci Ruchu Chorzów. Zespoły rywalizowały w dwóch grupach eliminacyjnych, by później walczyć o miejsca.

Wyniki fazy finałowej:
Mecz o 7 miejsce: AKS Wyzwolenie Chorzów 0:5 UKS Szopienice
Mecz o 5 miejsce: UKS II Ruch Chorzów 1:6 Akademia Piłkarska Ruch Chorzów
Mecz o 3 miejsce: APN Tychy 5:4 Józefka Chorzów
Finał: UKS I Ruch Chorzów 3:2 Pogoń Ruda Śląska

Klasyfikacja końcowa:
1. miejsce: UKS I Ruch Chorzów
2. miejsce: Pogoń Ruda Śląska
3. miejsce: APN Tychy
4. miejsce: Józefka Chorzów
5. miejsce: Akademia Piłkarska Ruch Chorzów
6. miejsce: UKS II Ruch Chorzów
7. miejsce: UKS Szopienice
8. miejsce: AKS Wyzwolenie Chorzów

Nagrody indywidualne:
Najlepszy bramkarz turnieju: Tomasz Nowak (UKS I Ruch Chorzów)
Najlepszy zawodnik: Jakub Słota (Józefka Chorzów)
Król Strzelców: Aleksander Skrobek (Pogoń Ruda Śląska)

Rywalizację uświetnił pokaz Football Freestyle w wykonaniu Dawida Krzyżowskiego & Patryka Gerenta oraz występ artystyczny Krisa DNCHP.

4fc36e8a00e7c0e027bc30f51ceb4c3c

 

Wspieramy akcję !!!

WSPÓLNA AKCJA: Dziennik Zachodni, Gazeta Wyborcza Katowice, Polskie Radio Katowice, patron: TVP3 Katowice
————————–————————–————————–—-
Instytut Onkologii w Gliwicach jest oddziałem warszawskiej centrali. Pomimo, że jest niezwykle ceniony przez pacjentów z całej Polski oraz lekarzy na całym świecie, funkcjonuje w przestarzałej strukturze rodem z czasów stalinowskich, która nie przystaje do wyzwań współczesnej onkologii i wymogów zarządzania w ochronie zdrowia. Szpital, ponieważ świetnie radzi sobie na poziomie zarządzania i gospodarowania budżetem, jest zmuszany do wypłaty „kontrybucji” na rzecz warszawskiego szpitala, a także filii w Krakowie. Przyszedł czas, by nagrodzić Gliwice za gospodarność i przestać karać za cudze błędy. Popieramy dążenia i starania gliwickiej instytucji do usamodzielnienia się.

Gazeta Wyborcza

Dziennik Zachodni

gliwicka onkologia

Historia bez retuszu

Historia bez retuszu.

Ośmiolatek – wrogiem komunistycznej Polski

W siedemdziesiątą pierwszą rocznicę Tragedii Górnośląskiej prezentujemy wspomnienia jednego z ostatnich więźniów obozu Świętochłowice – Zgoda Egona Jońskiego, który jako ośmioletnie dziecko, trafił tam razem z matką w kwietniu 1945 r.

Pochodzę ze śląskiej rodziny, nietypowej pod jednym względem – byłem jedynakiem. Ojciec pracował jako spawacz w Hucie Laura i chociaż miał II grupę volkslisty, zawsze mówił o sobie Ślązak – nie Niemiec, nie Polak, ale właśnie Ślązak. Został aresztowany wcześniej i osadzony w obozie w Mysłowicach, a ja w kwietniu 1945 roku razem z matką trafiłem na Zgodę. Wróciłem z dzbankiem zupy, który udało mi się wyżebrać w stołówce przy hucie Laura, i zobaczyłem zaplombowane drzwi naszego mieszkania. Dowiedziałem się od sąsiadki, że matkę zabrali ci z biało-czerwonymi opaskami na ramionach. W tym momencie zawalił się dla mnie cały świat. Zupa, którą zdobyłem dla mamy była już niepotrzebna, więc płacząc, rzuciłem dzbankiem o ścianę. Sąsiadka chciała mnie zatrzymać, ale wymknąłem się i pobiegłem do miasta, bo podejrzewałem dokąd zabrano moją matkę. Nie pomyliłem się. Stała w grupie innych osób przygnanych na główny plac Siemianowic. Nawet nie wiem, kiedy zostałem pchnięty kolbą i znalazłem się w tłumie uwięzionych. Przynajmniej byliśmy razem.
Dopiero wieczorem zaprowadzono nas do dużego ogrodu otoczonego wysokim, stalowym płotem, w którym trzymano już dość dużo ludzi. Spędziliśmy tam tydzień, a codziennie dochodziła nowa partia aresztowanych. Spaliśmy na ziemi pod gołym niebem. Na szczęście było już dość ciepło, dlatego udało nam się przetrwać. Jak się któremuś ze strażników przypomniało, dostaliśmy czarną zbożową kawę i po kawałku suchego chleba – tyle, żeby móc ustać na nogach. Czasem przez płot rzucali coś krewni, znajomi albo jacyś dobrzy ludzie. Nam pomogła babka, przynosząc w woreczku gotowany bób. Najgorsze były wieczory, kiedy pijani strażnicy kręcili się między nami, wybierali kobiety, a potem gwałcili je na oczach pozostałych. Po tygodniu zaprowadzono nas pod eskortą na Zgodę. Większość więźniów nie zdawała sobie sprawy, gdzie nas zapędzono, tak bardzo byliśmy zmęczeni i sponiewierani. Gdy szedłem błotnistą drogą między szarymi barakami, ogrodzonymi drutem kolczastym, miałem wrażenie, że trafiłem w ponure i straszne miejsce. Nie myliłem się.
Najpierw był apel, podczas którego wszystkich podzielono na grupy według numeru Volkslisty, a potem zapędzono do odpowiednich baraków. Baraki były właściwie zwykłymi, zabłoconymi chlewami o betonowej posadzce. Nie było tam prycz ani nawet wiązki słomy, na której można by się położyć. Każdy szukał sobie miejsca, żeby odpocząć i zebrać myśli. Drugiego dnia zauważyłem, że drewniane ściany baraku są wręcz oblepione różnego rodzaju robactwem, które żerowało na więźniach. W części baraków była selekcja – oddzielnie mieszkali mężczyźni, oddzielnie kobiety. W baraku, do którego trafiliśmy z matką, w większości przebywały osoby w podeszłym wieku. Zaraz po przybyciu do obozu, dostałem bardzo silnej biegunki i matka myślała, że nie przeżyję. Do żadnego lazaretu nie trafiłem. Żaden lekarz się mną nie zajął. Leczyła mnie matka, przynosząc z kuchni grysik, który dostawały tylko małe dzieci przebywające w obozie. Któregoś wieczoru, gdy wyszła, żeby na rano dostać grysik, miała pecha. Jeden ze strażników zaczął do niej strzelać, myśląc, że zamierza zbiec. Mało brakowało, aby ją zastrzelił, ale jakimś cudem nie trafił. Powoli przychodziłem do zdrowia, jednak cały czas byłem bardzo osłabiony. Dzień w obozie rozpoczynał poranny apel, podczas którego śpiewaliśmy pieśń „Kiedy ranne wstają zorze…”. Później następował tzw. posiłek i siedzenie w barakach przerywane przesłuchaniami bądź niezapowiedzianymi wizytami strażników, połączonymi z katowaniem więźniów. Wieczorem również zwoływano apel, którego stałym elementem było śpiewanie jakiejś pieśni religijnej.
Mnie i matkę przesłuchiwano codziennie. Wzywano nas do osobnego baraku otoczonego drutem kolczastym. Tam ciągle męczono nas bezsensownymi pytaniami o ojca. Jeden z oficerów straszył mnie, że jeśli nie zacznę zeznawać przeciw mojemu ojcu, zostanę wywieziony do Rosji, gdzie pozostanę do końca życia. W tym samym pomieszczeniu matce zadawali podobne pytania. Podczas któregoś z przesłuchań nazwali nas „bardzo groźnymi wrogami ludu polskiego”, na co matka odpowiedziała: „Musicie być bardzo strachliwi, skoro tak bardzo boicie się chorego dziecka i ledwo stojącej na nogach kobiety”. Po tej odpowiedzi chcieli matkę zamknąć w bunkrze, ale gdy zacząłem wrzeszczeć i trzymać się kurczowo jej sukienki, zrezygnowali i tylko kopniakami wyrzucili nas na zewnątrz. Po tym zajściu mieliśmy jakiś czas spokój, lecz później znów zaczęli nas przesłuchiwać. Mnie i matki nie bili podczas przesłuchań, ale za to potwornie wrzeszczeli i przeklinali, chociaż byli oficerami. Nosili mundury obwieszone orzełkami. Kiedyś, w tym osławionym „bunkrze”, który tak naprawdę był norą wykopaną w ziemi, zauważyłem patrzącą zza zakratowanego okienka twarz człowieka. Była trupio blada z oczami tak przerażonymi, jakby chciały powiedzieć, jak wielką gehennę musiał przejść ten człowiek, żeby patrzeć w ten sposób”. Przerażające były wieczory, kiedy w jednym z baraków, w których więziono jeszcze większych Niemców niż my, często dochodziły pijackie okrzyki strażników, przerywane przekleństwami, a zaraz potem hałas połączony z niesamowitym rykiem katowanych kobiet i mężczyzn. Nie wolno nam wtedy było wychodzić z baraków pod groźbą zastrzelenia. Po czterech miesiącach nas zwolniono. Wyglądało to bardzo banalnie. Któregoś dnia wezwali matkę do tzw. biura. Gdy wróciła do baraku, powiedziała tylko: „Zbiyrej się. Idymy zarŏz do dōm”. I bez słowa, żeby się jeszcze ktoś nie rozmyślił, szybko opuściliśmy to przeklęte miejsce.

oprac. M. Kulik i M. Kassner
źródło: archiwum RAŚ

Od redakcji Extra gazeta lokalna:
Obóz Zgoda – znajdował się w Świętochłowicach Zgodzie od końca lutego 1945 do listopada 1945 roku. Obóz podlegał polskiemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego. Komendantem obozu był Salomon Morel. W latach 1942-1945 znajdował się tu niemiecki podobóz koncentracyjny KL Auschwitz-KL Eintrachthutte, w którym śmierć poniosło kilkaset osób. Władze komunistyczne do obozu kierowały Niemców i Ślązaków, ale również Polaków, Żydów, Ukraińców, Austriaków, Rumunów i innych obywateli polskich, pochodzących z terenu Górnego Śląska, oskarżanych m.in. o podpisanie volkslisty lub o „niechęć do komunistycznej władzy”. Powód do aresztowania zawsze się znalazł. Wystarczyło doniesienie na nielubianego sąsiada zza ściany. Obóz przestał funkcjonować w listopadzie 1945. W obozie w okresie powojennym więzionych było co najmniej 5764 więźniów, z których niemal 1/3 nie przeżyła. Udokumentowana liczba zmarłych w obozie to 1855 osób. Istnieją przesłanki, aby całkowitą liczbę ofiar w okresie od lutego do listopada 1945 roku szacować na około 2,5 tysiąca. Koło Siemianowice Śląskie Ruchu Autonomii Śląska serdecznie zaprasza na miejskie obchody Dnia Pamięci Tragedii Górnośląskiej 1945 roku. Został on ogłoszony w listopadzie minionego roku jednogłośną uchwałą Rady Miasta. Uroczystości odbędą się w niedzielę, 31 stycznia. Całość rozpocznie Msza Święta w intencji ofiar o godzinie 10.30 w Kościele pw. św. Krzyża. Natomiast o godzinie 18.00 w Willi Fitznera będzie miała miejsce projekcja filmów „Przemilczana tragedia” oraz „Deportacje”. Wydarzenia nazywane Tragedią Górnośląską odnoszą się do zbrodniczych działań wobec ludności cywilnej Górnego Śląska. Rozpoczęły się wraz z wkroczeniem wojsk sowieckich i polskich w styczniu 1945 roku na obszar ówczesnej Prowincji Górnośląskiej. Wiążą się z masowymi mordami, gwałtami, grabieżami i dewastacją mienia, tworzeniem obozów koncentracyjnych, a także z przymusowymi wywózkami na Syberię i do kopalń Donbasu oraz wysiedleniami Ślązaków zweryfikowanych jako Niemcy

źródło Gazeta Extra.

Tragedia Górnośląska

Obchody Tragedii Górnośląskiej w 2016 roku.

30 stycznia 2016 start godzina 12:00 z Katowic z Pacu Wolności pod bramy nie istniejącego polskiego komunistycznego obozu koncentracyjnego ” Zgoda” . NA wysokości Hajduk Wielkich ( Dworzec w Batorym ) będziemy około godziny 13.

Pokaz filmu ” Niech świat o nas pamięta…..” Chorzowskie centrum Kultury godzina 18:00 30 stycznia 2016.

Msza święta w intencji Tragedii Górnośląskiej w Chorzowie w kościele przy ulicy Długiej godzina 12:00.

Śląska mniejszość etniczna w Parlamencie Europejskim

PE

Dzięki staraniom Ruchu Autonomii Śląska w Parlamencie Europejskim nasz sjousznik z EUROPEAN FREE ALLIANCE  wypytywał Panią Premier polskiego rządu o sprawę mniejszości śląskiej i jej statusu w Polsce. Na tak zadane pytanie Pani Szydło odpowiedziała, że jest blisko związana ze Śląskiem poprzez kopalnie i liczy na wparcie Uni Europejskiej dla kopalni. Kto zrozumie co ma piernik do wiatraka temu zafundujemy wycieczkę na wiejską do Warszawy.

Poniżej link do ulotki opracowanej przez Ruch Autonomii Śląska, którą otrzymali wszyscy Europosłowie oraz link do wystąpienia.

link

link

PiS ,Kukiz’15 – strzelać! prokuratura! do walki ze Ślązakami

Projekt obywatelski czyli nasza praca przy zbieraniu podpisów prawdopodobnie pójdzie na marne. Za sprawą posłów PiS i Kukiz’15 w ich argumentacje aż się wierzyć nie chce !! ! Chcą strzelać ( PiS poseł Pięta ) rozmawiać za pośrednictwem prokuratury ( Kukiz 15 najlepsze że ten człowiek jeszcze rok temu paradował w koszulkach Oberschlesien) .Poseł PiS giżyński śliwki, daktyl, Ślązak znajdz różnicę.Kukiz’15 deklaracja narodowości śląskiej jak przynależność do drużyny pierścienia.Arciszewska PiS niebyt lotna wydusiła tylko z siebie yyyyyy separatysci. Znamienny fakt, że większość „wybrańców” narodu zadała pytania i nawet nie czekała na udzielenie odpowiedzi tylko opuściła już i tak pustą salę. Widać wyraźnie gdzie ma się Ślązaków i ich ambicje. Coś niesamowitego arogancja polonacjonalistów jest nie do opisania brak elementarnej wiedzy granie na emocjach zamiast argumentów bzdury powielane rodem z PRL.

Poniżej linki do wypowiedzi.

Link

Link

Jorg władca

 

Jasełka po Ślonsku

Zapraszamy serdecznie na jasełka do Chorzowskiego Centrum Kultury, które odbędą się 17 stycznia 2015 roku o godzinie 19.30.
Tytuł jasełek
” Jako betlyjkorze Ponbóczka znojdli”
Wykonawcy uczniowie Gimnazjum nr 8 z Oddziałami Integracyjnymi w Chorzowie oraz chór szkolny Akolada
Organizator Gimnazjum nr 8 z Oddziałami Integracyjnymi w Chorzowie.