„Panteon ” czy napewno Górnośląski ?

W miejscu, w którym powinno głosić się chwałę Boga jedynego buduje się ⚡⚡Panteon Górnośląski ⚡⚡ przybytek, w którym będzie się uprawiać kult polskich bohaterów narodowych. Jeśli wywołuje to u Was zdziwienie i nie wiecie, o co może chodzić, bądźcie pewni, że chodzi o kasę. Okazuje się jednak, że wątpliwości co do tej inwestycji jest całkiem sporo. Usystematyzujmy je.

1⃣ Wątpliwości teologiczne

Dlaczego w katowickiej archikatedrze ma powstać wystawa prezentująca osoby niezwiązane z kościołem katolickim? Dlaczego używa się pogańskiego określenia „Panteon”, czyli z greckiego „przybytek wszystkich bóstw”? Dlaczego ma prezentować osoby, które nie kierowały się zasadą miłości bliźniego? Dlaczego w domu bożym urządza się wystawę poświęconą osobom, które wyznawały niezgodną z doktryną kościoła katolickiego ideę nacjonalizmu, dzieląca Ślązaków i górnośląskich katolików?

2⃣ Wątpliwości finansowe

Dlaczego „Panteon Górnośląski” ma kosztować ponad 40 milionów złotych? Dlaczego mają za to płacić podatnicy? Czy województwo śląskie będzie organizatorem tej instytucji kultury? Dlaczego miasto Katowice bierze udział w inwestycji mimo negatywnej opinii Regionalnej Izby Obrachunkowej? Jaki będzie ostateczny udział województwa, państwa, Katowic i Archidiecezji Katowickiej w finansowaniu tej instytucji? Zakłada się, że 10% kosztów inwestycji to późniejsze koszty jej utrzymania. Kto będzie ostatecznie wykładał te 4 mln zł rocznie z własnego budżetu? Komu i z jakich zadań politycy odbiorą nasze pieniądze?

3⃣ Wątpliwości merytoryczne

Dlaczego lista osób czczonych w Panteonie Górnośląskim ma ograniczać się do „polskich bohaterów narodowych”? Dlaczego ma ograniczać się do etnicznych Polaków, przy uwzględnieniu wyjątków np. w postaci św. Jadwigi? Dlaczego ogranicza się do XX wieku, a cezura czasowa to rok 1922, w którym przejęto tylko część Śląska? Dlaczego ma honorować polskich powstańców, którzy nie pochodzili ze Śląska? Dlaczego ma honorować powstania śląskie, które podzieliły Górny Śląsk, nie miały powszechnego poparcia społecznego i miały charakter bratobójczej wojny domowej? Dlaczego nie uwzględnia śląskiej perspektywy historycznej, przyjmując za jedynie słuszną narracją jest polonocentryczna? Dlaczego wyklucza się osoby, które miały udział w rozwoju Górnego Śląska, a niekoniecznie chciałby się przypisywać się do polskiej narodowości? Czy w Panteonie znajdzie się miejsce dla śląskich noblistów pochodzenia żydowskiego czy niemieckiego? Czy Panteon będzie „wielką szkołą uczenia się Śląska i o Śląsku”, jak przekonuje arcybiskup katowicki, czy wielką mistyfikacją, fałszującą dzieje naszego regionu?

4⃣ Wątpliwości polityczne

Kto zainicjował projekt Panteonu Górnośląskiego? Strona kościelna, chcąca ograniczyć koszty utrzymania archikatedry? Pisowski Marszałek Województwa, chcący przypodobać się abp Skworcowi i rządowi centralnemu? Pisowski wojewoda, marzący o strąceniu wojewody Grażyńskiego z piedestału pierwszego polonizatora Śląska i Ślązaków? A może to sama Warszawa poleciła realizację „inwestycji”, by usprawiedliwić wieloletnie dyskryminowanie naszego regionu na rzecz województwa mazowieckie przy podziale dotacji dla państwowych i współprowadzonych instytucji kultury?

Wiemy, że nie uzyskamy odpowiedzi na te pytania. Przeczuwamy jednak, że władze państwowe w swych megalomańskich zapędach i władze kościelne, potrafiące dobrze rachować, chcą pokazać 🖕 środkowy palec:

🔴 podatnikom, którzy nie chcą, by środki publiczne przeznaczane były na utrzymanie obiektów kultu religijnego

🔴 katolikom, którzy nie chcą, aby w domu bożym urządzano narodowe targowisko

🔴 Ślązakom, którzy uważają, że historia Śląska to coś więcej niż historia Śląska tworzona wyłącznie przez polskich bohaterów narodowych

🔴 Ślązakom-korfanciorzom, których potomkowie byli prześladowani przez bojówki wojewody Grażyńskiego

🔴 Ślązakom-Niemcom, którzy żyją tu od pokoleń i którzy mają prawo do swojej pamięci historycznej

🔴 Polakom, którzy chcą na Śląsku żyć w spokoju, a takie inicjatywy traktują, jako pokaz megalomańskiej polityki historycznej, która dzieli, a nie łączy mieszkańców Śląska

I na koniec. Akt inauguracji Panteonu Górnośląskiego oficiele podpisali przy wtórach „Boże, coś Polskę”. Pozostawiamy to bez komentarza.

#PanteonGórnośląski

Marsz na ” Zgoda „

W Chorzowie planuje się odsłonięcie pomnika pamięci ofiar ludobójstwa , ciekawe czy kiedykolwiek powstanie pomnik upamiętniający górnośląskie ofiary polskich komunistycznych obozów koncentracyjnych.

‎25 stycznia (sobota) 2020 o godzinie 11:40 z placu Wolności w Katowicach ruszy kolejny marsz pamięci ofiar obozu w świętochłowickiej dzielnicy Zgoda. To jeden z projektów upamiętniających Tragedię Górnośląską 1945 r., gdy do ZSRR wywieziono kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców tego regionu, a kolejni tracili życie w obozach tym razem admistrowanych przez polskie wladze.
Marsz będzie odbywać się po raz kolejny , a jego uczestnicy przejdą trasą zbliżoną do jednej z dróg, którą 65 lat temu pędzono więźniów Zgody: z położonego w centrum Katowic Placu Wolności ulicą Gliwicką, przez Chorzów-Batory, w okolice dawnej świętochłowickiej hali targowej (dziś znajduje się w tym miejscu supermarket oraz do miejsca obozu w dzielnicy Zgoda.

Historia obozu pracy w Zgodzie

Na powojennych losach rdzennej ludności Górnego Śląska zaważyła w dużym stopniu polityka narodowościowa władz niemieckich prowadzona podczas II wojny światowej. Pierwszą próbę weryfikacji narodowości mieszkańców tych ziem podjęli Niemcy w grudniu 1939 r. podczas akcji rejestracji ludności, zwanej od konieczności złożenia odcisku palca na formularzu – „palcówką”. Okazało się, że m.in. ze strachu przed deportacją, represjami, po wezwaniach biskupa śląskiego Stanisława Adamskiego do „maskowania się” ponad 90% mieszkańców Górnego Śląska zadeklarowało swą narodowość i język jako niemieckie. Wiosną 1941 r. podjęto kolejną próbę weryfikacji narodowościowej podjęta została podczas akcji wpisu na niemiecką listę narodowościową (DVL – Deutsche Volksliste). Mieszkańcy Górnego Śląska, podobnie jak innych terenów wcielonych do Niemiec, mogli się ubiegać o wpis do jednej z czterech grup volkslisty, w zależności od stopnia świadomości oraz aktywności narodowej. Praktyka była jednak taka, że Ślązaków, uznawanych za ludzi pochodzenia niemieckiego częściowo spolonizowanych w okresie międzywojennym, masowo nakłaniano, a często nawet zmuszano do składania wniosków o wpis na volkslistę. Wynikało to m.in. z chęci pozyskania poborowych do Wehrmachtu. Blisko 2/3 mieszkańców przedwojennego województwa śląskiego (bez Śląska Cieszyńskiego) otrzymało III grupę volkslisty. Grupa II liczyła ponad 200 tys. osób w całym byłym województwie śląskim. Oznaczało to, że niemal w każdej rodzinie śląskiej znaleźli się tzw. „dwójkarze”. Dylematy związane z volkslistą dobrze oddaje funkcjonujący wówczas na Śląsku wierszyk: „Jeśli się nie podpiszesz/ twoja wina, zaraz cię wezmą do Oświęcimia, a gdy się podpiszesz ty stary ośle/ zaraz cię Hitler na Ostfront pośle”. Władze niemieckie musiały uznać, że akcja volkslisty nie spełniła swojego zadania, czyli nie podzieliła jednoznacznie mieszkańców Górnego Śląska na Niemców i Polaków.

Władze komunistyczne rozpoczęły porządkowanie kwestii narodowościowych na Górnym Śląsku, opierając się na wynikach akcji volkslisty. Nie dostrzegając specyficznej sytuacji tych ziem wychodzono z założenia, że osoby zaliczone do grupy I i II to Niemcy lub co najmniej zdrajcy narodu. Wynikało to z nieznajomości stosunków narodowościowych oraz chęci szybkiego i surowego rozprawienia się z wszystkimi, którzy zaparli się polskości. Patrzenie na zagadnienie niemieckiej listy narodowościowej na Górnym Śląsku poprzez doświadczenia z volksdeutschami w Generalnym Gubernatorstwie doprowadziło do powstania wypaczonego wizerunku „Ślązaka – zaprzańca”, a ocenę volksdeutscha-zdrajcy przenoszono także na Śląsk, gdzie niemal cała ludność została wpisana na volkslistę. Przekonana o tym była także kadra napływowych urzędników oraz funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa zupełnie niezorientowanych w strukturze narodowościowej Górnego Śląska.

Wyjaśnienie kwestii volkslisty wydaje się mieć zasadnicze znaczenie w zrozumieniu funkcjonowania obozów pracy na Górnym Śląsku po II wojnie światowej. Rozwiązania prawne dotyczące volksdeutschów okazały się wyjątkowo restrykcyjne. Przepisy pierwszego aktu prawnego do tyczącego tej kwestii, tj. dekretu PKWN z 4 listopada 1944 r. „O ŚRODKACH ZABEZPIECZAJĄCYCH W STOSUNKU DO ZDRAJCÓW NARODU” formalnie nie obejmowały terenów Górnego Śląska. Zastosowanie tego dekretu na Górnym Śląsku oznaczało, że mieszkańców tych terenów wpisanych na DVL potraktowano tak samo jak volksdeutschów z GG. Na podstawie dekretu KRN z 28 lutego 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów, posiadacze II grupy volkslisty, do czasu rehabilitacji, podlegać mieli umieszczeniu w obozie pracy, a ich majątek podlegał konfiskacie. Dekret ten ostatecznie nie wszedł w życie, a zastąpiła go ustawa z 6 maja 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Miała ona na celu izolowanie volksdeutschów oraz wprowadziła możliwość rehabilitacji dla tych, którzy na volkslistę zostali wciągnięci wbrew swej woli lub pod przymusem, a swoim zachowaniem wykazywali polską odrębność narodową. Przymusowemu sądowemu postępowaniu rehabilitacyjnemu poddana została na Górnym Śląsku tylko grupa II, a posiadacze grupy III i IV byli zobowiązani do złożenia deklaracji wierności wobec państwa i narodu polskiego. Z rehabilitacji nie mogły skorzystać osoby zaszeregowane do I grupy volkslisty, które uznane zostały za Niemców. Osoby z III i IV grupą volkslisty otrzymywały jedynie tymczasowe zaświadczenia obywatelskie, co spowodowało, że niemal cała ludność miejscowa znalazła się w stanie podejrzenia karnego o naruszenie wierności wobec państwa polskiego.

Kiedy sąd odrzucał wniosek o rehabilitację, wówczas wnioskodawca trafiał na czas nieokreślony do obozu pracy, zostawał pozbawiony praw honorowych i publicznych, a cały majątek ulegał konfiskacie. Donosy oskarżające o sprzyjanie Niemcom były powodem wielu nadużyć, gdyż ich motywem była często jedynie chęć zajęcia majątku zatrzymanego. Oczywiście nie wszyscy „dwójkarze” na Górnym Śląsku kierowani byli do obozów, gdyż groziło to poważnymi kłopotami w produkcji przemysłowej, bo do tej grupy pod koniec wojny często zaliczano wysoko wykwalifikowanych robotników. W samych Katowicach na początku lipca 1945 r. mieszkało ok. 14 tys. osób zaliczonych do II grupy volkslisty, a w pobliskim Chorzowie aż 33 tys. Jak pokazała praktyka, przepisy te okazały się niedoskonałe i krzywdzące miejscową ludność, naznaczając ją piętnem zdrajców i kolaborantów. Władze wojewódzkie z czasem zrozumiały, że zbyt rygorystycznie podeszły do tej kwestii. Wojewoda przyznał, że wynikało to z braku orientacji w tej sprawie. Zerwanie z zasadą, że stopień winy zależy od kategorii niemieckiej listy narodowościowej, nastąpiło w ustawie z 28 VI 1946 r. o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w latach 1939-1945. Od tego momentu do obozu nie trafiały już osoby z uwagi na grupę volkslisty, ale z względu na konkretne czyny, wskazujące, że dopuściły się zdrady narodu.

Po przejściu frontu przez Górny Śląsk władze sowieckie i polskie wykorzystały zachowane poniemieckie obozy do umieszczania w nich osób narodowości niemieckiej, volksdeutschów oraz podejrzanych o wrogi stosunek do nowego ustroju. Na przykład oświęcimski obóz koncentracyjny stał się miejscem osadzenia wielu Górnoślązaków przed wywiezieniem do ZSRR. Do dużych obozów – dawnych filii Oświęcimia – w Jaworznie i Mysłowicach kierowano setki zatrzymanych mieszkańców Górnego Śląska, których „winą” często było jedynie posiadanie II grupy DVL. Najważniejszym obozem na tym terenie był Centralny Obóz Pracy (COP) w Jaworznie, któremu podlegały mniejsze obozy. Cały system więziennictwa i obozów podlegał Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, stąd cały personel obozowy stanowili funkcjonariusze UB.

Leżący naprzeciwko zakładów „Zgoda” w Świętochłowicach obóz, noszący oficjalną nazwę „Obóz Pracy w Świętochłowicach” byłą filią obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po Niemcach pozostało podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego pod napięciem, wieże strażnicze, baraki dla więźniów oraz budynek dla personelu. Jeszcze w lutym 1945 r. skierowano do obozu pierwsze osoby zatrzymane przez funkcjonariuszy urzędów bezpieczeństwa, milicji oraz NKWD.

W początkowym okresie obozem kierowały dwie osoby przybyłe na Górny Śląsk z województwa lubelskiego: Aleksy Krut oraz Salomon Morel. Od czerwca 1945 r. obozem kierował już samodzielnie Salomon Morel.

Wśród więźniów obozu przytłaczającą większość stanowili Ślązacy oraz obywatele III Rzeszy (tzw. Reichsdeutsche), ale znaleźli się tam również Polacy z tzw. „Centralnej Polski” oraz co najmniej 38 obcokrajowców (Austriacy, Belg, Rumuni, Czesi, Francuzi, Jugosłowianie). Wraz z rodzicami do obozu trafiły nawet dzieci. Do obozu kierowano osoby bez żadnych sankcji prokuratorskich, jedynie na podstawie decyzji władz bezpieczeństwa. Jak ocenia jeden z przebywających w obozie, więźniowie „w większości byli prostymi, solidnymi Górnoślązakami, którzy uczciwie pracowali i troszczyli się o swoje rodziny”. Starano się jednak przekonać mieszkańców Śląska, że do obozu trafiają wyłącznie Niemcy oraz znienawidzeni aktywiści ruchu nazistowskiego. Gdy na początku marca 1945 r. osoby zatrzymane na terenie Katowic uformowano w kolumny i popędzono w kierunku Świętochłowic, na czele każdej kolumny postawiono człowieka z flagą nazistowską.

W obozie panował straszny głód. Całodzienne wyżywienie stanowiła czarna kawa zbożowa oraz około 125 gramów chleba wydawanych rano i wieczorem, natomiast obiad stanowiła zupa z buraków pastewnych. Dochodziło do tego, że więźniowie żywili się trawą. Ratunkiem dla niektórych były paczki przysyłane do obozu przez rodziny. Były one jednak często konfiskowane przez strażników. Warunki sanitarno-bytowe również były katastrofalne. Więźniowie spali po trzy osoby na jednej pryczy, bez sienników i koców, we własnych ubraniach, w których zostali doprowadzeni do obozu. W krótkim czasie plagą obozu stały się wszy, pluskwy i szczury. Wkrótce pojawiły się także groźne choroby epidemiczne: czerwonka i tyfus.

Najtragiczniejszym okresem w dziejach obozu w Świętochłowicach-Zgodzie był sierpień 1945 r., kiedy szalała epidemia tyfusu. Brak podstawowych warunków sanitarnych oraz właściwej opieki medycznej, a także to, że nie przeprowadzono odwszawienia i nie izolowano chorych spowodował masowe zgony więźniów. W okresie największego nasilenia epidemii odnotowywano kilkadziesiąt zgonów dziennie. Kierując się liczbą dokumentów zmarłych więźniów, należy przyjąć, że oficjalna liczba zmarłych w obozie wynosi 1855. Zwłoki wywożono z obozu nocami wozem drabiniastym i grzebano w grobach masowych na dwóch cmentarzach katolickich oraz na cmentarzu ewangelickim w Świętochłowicach. Pierwsze kroki zmierzające do powstrzymania zarazy podjęto dopiero wtedy, gdy objęła ona cały obóz. Przyjechała komisja lekarska i wszyscy żyjący jeszcze więźniowie zostali zaszczepieni, a baraki zdezynfekowano.

Tyfus i inne choroby nie były jedyną przyczyną śmierci więźniów. Kilka osób zostało zastrzelonych przez strażników podczas próby ucieczki z obozu. Nieustalona liczba więźniów została zakatowana przez funkcjonariuszy obozu. Najdotkliwsze represje dotknęły osadzonych w baraku nr 7 (zwanym „brunatnym barakiem”) przeznaczonym dla podejrzanych o przynależność do NSDAP i innych organizacji nazistowskich. Więźniowie byli zmuszani wołać „Heil Hitler” i śpiewać nazistowską pieśń. Co noc dobiegały stamtąd krzyki i jęki maltretowanych mężczyzn oraz młodzieńców. Ofiarami najcięższych tortur byli chłopcy podejrzani o przynależność do Hitlerjugend oraz dziewczęta z BDM. W katowaniu uczestniczył sam naczelnik Morel, który bił więźniów pięściami lub gumową pałką. Znęcał się również w ten sposób, że przy pomocy swej obstawy rzucał więźniów jednego na drugiego, tworząc pięć, sześć warstw złożonych z ludzi. Była to tzw. „piramida”, po zakończeniu której leżący najniżej musieli być wynoszeni do ambulatorium z powodu ciężkich obrażeń. Jeszcze większe przerażenie wśród więźniów wywoływało bicie ciężkim taboretem. W noc kapitulacji Niemiec przegoniono więźniów pod prysznice, a następnie na plac obozowy, gdzie po leżących na ziemi i zziębniętych więźniach przebiegała cała grupa strażników.

Skrajnie trudne warunki obozowe, głód i tortury powodowały załamanie psychiczne osadzonych w „Zgodzie”. Więźniowie wielokrotnie wspominali o przypadkach rzucania się uwięzionych na druty pod napięciem. Kilka osób popełniło samobójstwo przez powieszenie.

Choć oficjalnie świętochłowicki obóz nosił nazwę obozu pracy, to spełniał również funkcję obozu karnego. Więźniowie baraku nr 7 nie byli wykorzystywani do żadnych prac ani na terenie obozu, ani też poza nim, dla nich był to więc obóz karny, choć oczywiście nikt z nich nie był skazany wyrokiem sądowym. Z obozu wiele osób wysłano do pracy w pobliskich kopalniach i hutach.

Na przełomie października i listopada 1945 r. wizytowała obóz komisja, która zwolniła prawie wszystkich więźniów. Musieli przedtem podpisać zobowiązanie, że pod groźbą kary więzienia nie będą się z nikim rozmawiać o tym, co się działo w obozie.

Ostatecznie świętochłowicki obóz przestał funkcjonować w listopadzie 1945 r. gdyż jak wspomina Morel, przestał już być potrzebny. Przez ten obóz przeszło blisko 6 tys. osób, z których niemal 1/3 nie przeżyła pobytu. Przez wiele lat dzieje obozu pracy w Świętochłowicach-Zgodzie żyły jedynie w pamięci więzionych tam osób oraz ich rodzin, skrzętnie skrywane z obawy przed represjami za ujawnienie prawdy o tym, jak traktowano rdzennych mieszkańców Górnego Śląska w pierwszych latach Polski Ludowej.

autor historii obozu w Zgodzie: Adam Dziurok

Rocznica urodzin Franza Waxmanna


Czy wiesz o tym , że ? 24 grudnia 1906 roku w Królewskiej Hucie ( Königshütte ) przy ulicy 11 listopada w niemiecko – śląskiej rodzinie na świat przyszedł Franz Waschmann. Człowiek związany również z innymi górnośląskimi miastami Tworogiem, Opolem z którego przeprowadził się do Berlina następnie do Drezna. Fascynowała go muzyka jednak nie udało mu się zostać dyplomowanym muzykiem. Jako trzydziestolatek trafił do Nowego Jorku gdzie rozpoczął swoją przygodę z dużymi amerykańskimi wytwórniami filmowymi.
Dzisiaj znany albo i nie znany jest jako Franz Waxmann autor muzyki filmowej do ponad 150 filmów, otrzymał 12 nominacji do Oskara i zdobył dwie statuetki. Najbardziej znane filmy, do których napisał muzykę do min „ Doktor Jekyll i pan Hyde „ „Narzeczona Frankensteina ” „ Decydująca noc „ . Oscarowe „ Bulwar zachodzącego słońca” i „ Miejsca pod słońcem” . Czy mój ulubiony film Alfreda Hitchcocka „ Okno na podwórze „
Historia Górnego Śląska nie zaczyna się 1919 czy 1920 czy 1921 jak by tego niektórzy chcieli. Tylko od nas zależy czy nasze dzieci i wnuki poznają ciekawą historię naszego regionu i ciekawych ludzi związanych z Górnym Śląskiem. Przykre to ale na dziesięć osób z Chorzowa zapytanych o tego wybitnego kompozytora tylko jedna wiedziała o kim mowa.
Krzysztof Szulc

Wybory w chorzowskim kole RAŚ


W najbliższy wtorek to jest 3.12 planowane jest spotkanie sprawozdawczo wyborcze w chorzowskim kole Ruchu Autonomii Śląska. Już nowy zarząd zajmie stanowisko w sprawach dotyczących sytuacji w mieście między innymi ” budowy stadionu ” nasi członkowie i sympatycy ale i przeciwnicy wytykają nam opieszałość więc zapraszamy na godzinę 17:00 do restauracji Metamorfoza do MaRcela coby pogodać o przyszłości RAŚ w Chorzowie. Około godziny 18:00 rozpocznie się część zamknięta związana z wyborami władz koła. Zapraszamy.

Ernest Wilimowski nazot w Hajdukach


Ernest Otton Pradella/Wilimowski wirtuoz fusbalu mówiący o sobie nie jestem ani Niemcem ani Polakiem jestem Górnoślązakiem. Jak powiedziała jego córka ” Śląsk i fusball były dla niego najważniejsze ” . Najlepszy piłkarz Ruchu Wielkie Hajduki doceniony przez kibiców chorzowskiego Ruchu ! Mimo że przez lata o Wilimowskim głośno się nie mówiło, pozostał w pamięci śląskich kibiców. Gerard Cieślik powiedział kiedyś , że „Ezi” był najlepszym piłkarzem, jakiego widział. Kazimierz Górski specjalnie przyjeżdżał na Śląsk, żeby tylko ujrzeć go w akcji. Był ulubieńcem kibiców na Śląsku niekoniecznie tak było w Warszawie Według oficjalnej wersji przez ” złe prowadzenie ” Ernest nie dostaje powołania do kadry na igrzyska w 1936 r. w Berlinie. W rzeczywistości chodzi jednak o konflikt między Ruchem a Polskim Związkiem Piłki Nożnej. PZPN nie podoba się, że Ślązacy z Ruchu zdominowali piłkarską ligę: wygrywają ją w latach 1933, 1934, 1935, 1936, 1938. W 1939 r. też pewnie by wygrali, ale wojna uniemożliwiła dokończenie sezonu. O to, że nie zostali mistrzami rok po olimpiadzie, podobno zadbał PZPN. Ezi po meczu, w którym strzela sześć goli, mówi dziennikarzom: „Napiszcie, że tak gra alkoholik, niech to dotrze do Warszawy”.
Dziś to piłkarz legenda ! sam do konca życia miał świadomość tego, że był taki okres czasu kiedy był najlepszym piłkarzem na świecie, nie każdy strzela cztery bramki Brazyli w oficjalnym meczu !
Mural skończony gratulacje dla kibiców Ruchu Ezi nazot je w Hajdukach !

1 Listopad


Franz Waxmann, Kurt Alder, Fryderyk Wilhelm Reden co łączy te postacie znane na całym świecie ? Otóż drodzy Państwo pierwszy laureat dwóch Oskarów drugi laureat nagrody Nobla z dziedziny Chemii urodzeni w Królewskiej Hucie obecnie Chorzów. Trzeci był twórcą potęgi nie tylko Królewskiej Huty ale i kilku innych miast Górnego Śląska. Dlaczego więc przeciętny Chorzowianin tak niewiele wie o tych wybitnych postaciach ? Może problemem jest właśnie to gdzie się urodzili, gdzie pracowali w wypadku Redena ? Wyobraźmy sobie sytuację taką Waxmann rodzi się w Lublinie , Alder w Przemyślu a Reden nazywa się Redenowski i rodzi się w Krakowie. Gwarantuję , że wszystkie podręczniki szkół podstawowych, średnich mówiły by z dumą o nich. Dzieci miały by obowiązek wymieniać te nazwiska jednym tchem obok Reymonta, Sienkiewicza, Marii Cuire – Skłodowskiej czy Andrzeja Wajdy. Dlaczego więc tak mało wiemy o nich? Nawet mieszkańcy naszego miasta nie wiedzą nic albo prawie nic. Przyczyna jest prosta i wskazana na początku tego teksu oni urodzili się lub pracowali w Królewskiej Hucie na nie polskim wówczas Górnym Śląsku i co chyba jeszcze ważniejsze nie byli Polakami. Czy zastanawiali się kiedyś Państwo nad tym jakie inne miasto w Polsce może się pochwalić „ u nas urodził się noblista i laureat dwóch Oskarów” proszę zadać sobie trochę trudu i sprawdzić ile takich miast w Polsce jest pewnie będziecie zdziwieni.

Nasze miasto nasz Chorzów jest wyjątkowy proszę mi wierzyć, kiedyś nie tak dawno temu na początku XX wieku było bardzo bogate widać to chociażby na widokówkach, które wszyscy teraz podziwiamy. Misternie wykończone elewacje, płaskorzeźby piękne figury zdobiące budynki, dzisiaj już niestety strasznie zaniedbane. Przychodzili tutaj na świat wyjątkowi ludzie i nadal przychodzą, nieżyjący już niestety Ryszard Riedel czy Mirosław Breguła znani w całym kraju frontmeni zespołów Dżem i Universe. Dla nas mieszkańców nie powinno mieć znaczenia pochodzenie, narodowość czy wyznanie. Ludzie, o których piszę powyżej tworzyli i nadal tworzą obraz naszego miasta! mimo , że już ich nie ma z nami nadal mają wpływ na to jak miasto jest postrzegane tu w Polsce, Europie i na całym świecie. Nie powinniśmy mieć kompleksów to my powinniśmy pielęgnować naszą historię nasze dziedzictwo. To my możemy się chwalić , że pochodzimy lub mieszkamy w mieście , które wydało na świat tak wielkich ludzi .

Niestety tak już jest w naszym kraju, że nie możemy liczyć na wsparcie Państwa, które docenia tylko swoich. Przykre to ale jakże prawdziwe. Pamiętajcie więc i mówcie o tym swoim dzieciom, znajomym, rodzinie wszędzie gdzie tylko to możliwe. Jo tak robia godom „urodziyłech się w Chorzowie tam kaj na świat prziszoł Kurt Alder Noblista i Richat Ridel z Dżemu” spróbujcie zoboczycie zaskoczenie i niedowierzanie na twarzach rozmówców.

1 Listopad to taki dzień , w którym można symbolicznym zniczem wspomnieć naszych bliskich i tych , którym pamięć się należy .

Krzysztof Szulc

Mieszkańcy Górnośląskich miast idźcie na Wybory !

Autonomia, decentralizacja , samorządność. Już od prawie trzydziestu lat Ruch Autonomii Śląska próbuje przekazać mieszkańcom regionu zalety płynące z wymienionych rozwiązań. Czy kiedykolwiek my, mieszkańcy Górnego Śląska, dowiedzieliśmy się, jakie wpływy do budżetu Państwa generuje nasze województwo i jaki procent wraca do naszego samorządu? Taka informacja mogłaby niejednego zaskoczyć.

Na początku XX wieku Górny Śląsk należał do najnowocześniejszych i najbogatszych regionów Europy. Wystarczy dzisiaj spojrzeć na pocztówki z naszych miast, piękne kamienice, czyste ulice, ale też i ciężką pracę ludzi, którzy to bogactwo budowali. Co mamy dzisiaj ? Kolejne informacje medialne, że górnośląskie miasta znajdują się w ogonie najbiedniejszych miast Polski. Do tego dochodzi zdewastowane środowisko i fatalny stan służby zdrowia. Czy po prawie 100 latach z bogaczy staliśmy się biedakami?

Spójrzcie na miasteczka pod Lublinem czy Rzeszowem, które kwitną. Co pozostało z niegdysiejszej świetności naszego regionu? Nawet nie wspomnienie. Dziś warto się zastanowić, dlaczego tak się stało i czy zawsze pracowaliśmy na bogactwo innych regionów Polski. Otóż nie. Autonomiczne Województwo Śląskie kwitło. Tangenta (przepływ środków przedstawia grafika) regulowała procent środków idących do Warszawy i koniec! Zasady były jasno określone. Dlaczego obecnie rządzący nagle przypomnieli sobie o naszym regionie? Pan Mateusz „od miski ryżu” wjeżdża na białym koniu i obiecuje miliardy, pod warunkiem, że zagłosujemy na niego. Tylko pytanie, skąd on weźmie te miliardy? Czy to przypadkiem nie jest tak, że my wpierw mu je w postaci podatków oddamy, a on z łaską powie: oddam wam Wasze, ale głosujcie na mnie.

Sytuacja taka nie miała by miejsca gdybyśmy to MY decydowali na co wydajemy nasze pieniądz przecież to MY najlepiej wiemy co jest do zrobienia bo MY tutaj żyjemy MY jesteśmy związani z tą ziemią i tutaj chcemy wychowywać nasze dzieci. Powiedzmy sobie prawdę co człowiek nawet najbardziej nam przychylny może wiedzieć o naszym życiu i o naszych problemach kiedy siedzi za biurkiem w Warszawie ? Pewnie tyle co my wiemy o jego gustach kulinarnych. Samorządność to podstawa rozwoju przykłady w Europie czy za oceanem wyraźnie wskazują na decentralizację. Tyle tylko czy ktoś tam w centrali tak łatwo pozbędzie się kury znoszącej złote jajka? Może faktycznie obecna opozycja doszła do wniosku ( dlaczego tak późno ) że władzą trzeba się dzielić i podstawą do rozwoju Państwa jest rozwój samorządności !!!
Krzysztof Szulc